Zmagania i walka z chorobą, która mocno utrudnia życie...
Darmowy licznik odwiedzin
Blog > Komentarze do wpisu

Badawczy przebieg zdarzeń... czyli skąd wiem o swojej chorobie...

Na pierwszej wizycie w Vitrolive było bardzo miło. Czekaliśmy z Jankiem pod gabinetem dr Sienkiewicza. Pan doktor wychodził i każdą parę (lub kobietę) zapraszał z imienia. Przyszła kolej na nas. Tak jak wcześniej pisałam, wyczerpujący wywiad, co się dzieje i tak dalej. Było też śmiesznie, zwłaszcza jak opowiadałam o swoim schudnięciu a dr Sienkiewicz spojrzał na mnie i powiedział: „Jakoś nie widzę, żeby była pani specjalnie wychudzona” :D  Potem pytał o moje problemy z cukrem, więc powiedziałam, że miałam badane i jest ok.

- Udowodnię pani, że nie jest ok. Wie pani jak są robione badania cukru? Przychodzi pani na czczo, pobierają krew i jest dobrze. A na następnym spotkaniu zobaczy pani, że jest problem. – powiedział lekarz.

Wypisał skierowanie do szpitala do Polic. Położyć się na 3 dni (dwie noce). Przebadają i do domu. Dostałam Duphaston na wywołanie cyklu i heyah. W 1-3 dniu cyklu zadzwonić, zapisać się na pobyt i robić wyniki, a z wynikami wrócić na kolejną wizytę.

Do Polic trafiłam 3 kwietnia. W drugim dniu cyklu. Pokój 3 osobowy, dwie pacjentki i ja. Pierwszego dnia nic wielkiego mi nie robili. Przeprowadzili wywiad, waga, wzrost, choroby. Zaprzyjaźniłam się z dziewczynami z sali, które przyszły na 1 noc do szpitala na badania HSG. Następnego dnia z rana, na czczo pobrali mi 2 próbówki krwi. I powiedzieli, że już dziś nic, jutro na czczo krew na cukier i do domu po 12-stej. Dziewczyny miały HSG i powychodziły do domu, ja zostałam w pokoju sama. Ale było ok. czas wykorzystałam na odpoczynek i grałam w grę na kompie. W sobotę rano poszłam na I pobranie, potem dostałam do wypicia glukozę i za godzinę miałam mieć drugie. Po wypiciu glukozy (po jakichś 15min) zaczęło mi się tak kręcić w głowie, że musiałam się położyć. I chciało mi się bardzo wymiotować, nawet nie wiem jak się powstrzymałam (chyba siłą woli, żeby przebrnąć przez to badanie). Po godzinie poszłam na kłucie. I po kolejnej godzinie na III pobranie. Potem czekanie… na lekarza… żeby wypisał do domu… przyjechał po mnie Janek a tu czekanie, bo nie ma lekarza. Po 14-stej przyjął mnie lekarz. Traf chciał, że to dr Ciepiela :) Do którego chciałam trafić w Vitrolive. Okazało się, że nie miałam usg. Zeszliśmy na dół. Lekarz zrobił mi usg (podczas krwawienia miesięcznego, było to dla mnie dziwne, ale powiedział, że to tak musi być, bo sprawdzają mi objętość jajników). Na wielkim ekranie telewizora widziałam to, co lekarz widział na monitorku. I wszystko mi opowiadał. Powiedział nawet „Ale ma pani super wielki jajnik” :) To chyba był komplement. Po czym pozwolił wrócić na oddział i iść do domu. Opinia o dr Ciepieli? Młody, sympatyczny człowiek, przy którym nie czułam w ogóle spięcia, jakie czuje się przy badaniach ginekologicznych.

Ogólnie jak jest w Policach? Ja leżałam na oddziale Kliniki Medycyny Rozrodu i Ginekologii (ordynator prof. Kurzawa). Personel – super, pielęgniarki, lekarze, salowe wspaniałe, miłe, oddane dziewczynom. Jedzenie – dość dobre, aczkolwiek porcje głodowe (dobrze, ze na dole jest dość dobrze zaopatrzony (i dość drogi) sklepik + automat z kawą (PS. Dla tych, kto będzie musiał tam leżeć warto wziąć swoje sztućce, kubek i kawę/herbatę, bo na korytarzu jest stolik i można sobie robić – nie trzeba przepłacać z automacie)). Czysto, ładnie. Ogólnie taki 3-dniowy urlopik :) Gorzej (w moim przypadku) wyglądała sprawa wypisu. Do Polic od nas jest ok.80km. Wypis miał być po ok. 3 tygodniach (dopiero wtedy spłynęły wyniki). Miałam dzwonić i się pytać. Czy już jest, żeby nie jeździć bez sensu ten kawał na marne. Wyniki były po 4,5tygodniu. Ale nie było profesora, żeby mógł podpisać wypis z wynikami. Czekałam łącznie 6 tygodni po czym zapisałam się na wizytę w Vitrolive do dr Sienkiewicza i poprosiłam panią sekretarkę z oddziału w Policach, żeby moje wyniki dała dr Sienkiewiczowi i że na wizycie on da je mi, bo tak to bez sensu czekać, bo się w końcu przedawnią. Ogóle od momentu pobytu w szpitalu do wizyty minęły 2 miesiące.

II wizyta u dr Sienkiewicza była 03.06.2014r (tydzień temu). Znów miło, sympatycznie, dowcipnie. Omówione wyniki, diagnoza, leczenie i plany na przyszłość. Moje zdanie – brać leki, schudnąć i się ruszać. Zadanie lekarza – leczyć mnie :)

Od tygodnia (wystartowałam z leczeniem 04.06.2014r.) nie jem:

- słodyczy wszelakich

- ziemniaków pod każdą postacią

- makaronów, ryży, kasz

- klusków

- mąki białej

- pieczywa białego, ciemnego

- nie pijam napojów, soków, piwa, alkoholu

- unikam tłuszczów

- nie używam cukru

Przerzuciłam się na produkty o niskim IG. Jem głównie:

- pieczywo razowe SONKO

- owoce (wszystkie oprócz bananów, arbuza i wszystkich puszkowych)

- warzywa

- chude mięso i wędliny

- nabiał

- wmuszam w siebie (w pracy) półtora L wody niegazowanej + w domu woda, kawa, herbata

Ze względu na kiepskie samopoczucie, zawroty głowy i czasami nudności póki co nie ćwiczę katorżniczo, ale planuję rowerek, „kijki”, w wakacje pływanie i badminton. Teraz poświęcam czas na remont (robimy pokój sypialniany w naszym domu) i ogródek (pielenie, podlewanie).

Ogólnie czuję się dobrze, mam wrażenie, ze objętościowo się zmniejszyłam. Jutro planuję się zważyć i zmierzyć (minie tydzień od początku kuracji lekowej).

A za 3 miesiące wizyta kontrolna u dr Sienkiewicza.

Tymczasem udanego dnia (bez upałów, których mam już dość!). I do następnego wpisu!

Ps. Gorąco polecam Vitrolive, bo tylko dzięki temu, że trafiłam do specjalistów wiem, co mi jest i jest szansa na normalne funkcjonowanie, na zgubienie wagi, na "normalny" wygląd i jest szansa na powrót owulacji a co za tym idzie na ciążę? Dr Sienkiewicz mówi, że powinno się udać :)

 



środa, 11 czerwca 2014, monika_piw84
Jeśli chcesz rozśmie­szyć Bo­ga, opo­wiedz mu o twoich pla­nach na przyszłość.

Polecane wpisy